RSS
środa, 11 maja 2011
Druga połówka Węgier

Ore-sama

Austria
Roderich Edelstein

Arystokrata Europy. Wygląda, mówi i zachowuje się jak prawdziwy panicz z dobrego domu. Jest w pewnym sensie postacią ojcowską dla niektórych bohaterów, niejako pełni taką rolę w serii o TycItalii, a lata później wciąż ma zwyczaj pouczać i/lub opiekować się co poniektórymi…
Austria jest dość wysoki, szczupły, ma fioletowe oczy i krótkie, falujące, czarne włosy, z jednym odstającym loczkiem nad czołem (reprezentującym Mariazell). Posiada też pieprzyk na twarzy. Nosi okulary, ale nie z powodu wady wzroku, lecz dlatego, gdyż sądzi, że bez nich wygląda zbyt zwyczajnie. Przecież artysta musi się wyróżniać, prawda? Co ciekawe, z wyglądu jest dosłowną kopią austriackiego kompozytora romantycznego, Franza Schuberta.
Pięknie gra na fortepianie (w wersji anime zawsze jest to Chopin…), choć podobno jego talent muzyczny nie ogranicza się tylko do tego instrumentu. Przykład innych jego zdolności to pieczenie – jako jedyny zna tajemnicę wybuchających wypieków, które Niemcy traktuje już jako coś normalnego.
Austria pojawia się po raz pierwszy jako część Świętego Cesarstwa, a jednocześnie jego zwierzchnik, wywalczywszy sobie kontrolę nad Włochami. Od tamtej pory mały Feliciano mieszka z Austrią aż do wojen napoleońskich. Roderich jest wtedy wymagającym pracodawcą, ale potrafi też okazać Ici wiele zrozumienia. Podobnie jest zresztą ze Świętkiem (który go w międzyczasie opuścił) oraz z Węgrami, która w owym czasie była jego służącą. Austria to spokojny i cichy mężczyzna, chociaż bardzo stanowczy, w dodatku przedkłada swoje hobby (muzykę) nad jakąkolwiek pracę. Oprócz tego jest zupełnie pozbawiony zmysłu orientacji w terenie i jeśli wyjdzie z domu, to oznacza, że trzeba zacząć go szukać.
Swoją dominującą pozycję w Europie osiągnął głównie dzięki bardzo dobrym małżeństwom. Po pierwsze, w takim „małżeńskim” związku był z Hiszpanią. Mimo zupełnie innych charakterów, najwyraźniej mieli ze sobą dużo wspólnego i doskonale im się razem żyło. Rozstanie nadeszło, gdy zmieniły się władze Hiszpanii i rozpoczęły się między nimi wojny. Wkrótce Austria poślubił Węgry (głównie na zasadzie porozumienia militarnego). Chociaż nie są już małżeństwem, wygląda na to, że uczucie między nimi przetrwało. Spędzają ze sobą święta, walentynki i tym podobne okazje, sprawiając wrażenie zakochanej pary. Bardzo często ku irytacji Prus. Stosunki miedzy Austrią a Prusami można określić łatwo: obustronna niechęć. Niezależnie od wszystkiego, Gilbert śni po nocach o upokorzeniu Austrii w jak najlepszym stylu (najlepiej z uwiecznieniem na malowidle), za co potem obrywa patelnią od zirytowanej Elizavietty. Roderich wyzywa Prusy od nieokrzesańców, a ten odwdzięcza się pokpiwaniem z jego arystokratycznej natury. I szpieguje go, by przyłapać w momencie, kiedy można by z niego podrwić. I tak od lat, po dziś dzień. Dość ciekawe są również jego relacje z Francją. Wydają się nie lubić, chociaż trudno powiedzieć, na jakiej płaszczyźnie – Francis robi Austrii z ukrycia zdjęcia, Roderich w odwecie ukazuje brutalną stronę swojej natury. Francja wyznaczył sobie Austrię na cel molestowania w Prima Aprilis (za co obrywa od żony Rodericha patelnią…). Osobą bardzo bliską naszemu artyście jest także Szwajcaria, z którym się wychowywał (i który mu zawsze pomagał). Ich kontakty uległy ochłodzeniu lub też padły ofiarą nadmiaru dumy z obu stron… To właśnie Szwajcaria zauważył, że od lat nie widział, by Roderich śmiał się tak, jak w dzieciństwie. Ten Austria, którego znamy, powagą dorównuje Niemcom, chociaż jest znacznie bardziej optymistyczny i rozluźniony. Z Ludwigiem łączą go bardzo bliskie relacje – byli sprzymierzeni w obu wojnach światowych, a Roderich pełnił rolę kogoś w rodzaju jego opiekuna, udzielając mu porad „miłosnych”, troszcząc się o sprawy blondyna czy też sumiennie zszywał niemieckie bokserki. Sam Ludwig ma chyba tej opiekuńczości trochę dosyć.
Ciekawostką może być fakt, że Roderich bliżej nieokreślony czas spędził na wózku inwalidzkim.
Austria zazwyczaj nosi granatowy, elegancki płaszcz, białą koszulę z żabotem i czarne spodnie. Tylko raz się pokazał w mundurze, bardzo podobnym do tego używanego przez Niemcy, ale z żabotem.
Imię „Roderich” odziedziczył po Roderichu Mojsisovics von Mojsvár, austriackim kompozytorze. Nazwisko „Edelstein” oznacza „klejnot” i może wydać się nieco dziwne, ponieważ jest właściwie nazwiskiem żydowskim pochodzenia niemieckiego.

Tagi: Austria
22:33, karaqvx
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 maja 2011
Najbardziej męska postać w tej mandze

Ore-sama ^3^

Węgry
Elizavietta Héderváry
Przed państwem najbardziej męska postać serii, Kobieta z Patelnią, niepoprawna yaoistka i Wielka Nieuświadomiona w kwestiach rozróżniania płci (do czasu…).
Jako dziecko była brutalnym wojem, wychowanym wśród stepów przezbliżej nieznanego krewnego, zwanego powszechnie Madziarem. Była wychowywana twardą ręką, jak chłopiec, za którego się zresztą uważała. Jej język i szorstkość do dzisiaj odzwierciedlają jej tryb życia. Bardzo późno została uświadomiona co do swojej płci (przez Prusy, który chociaż wiedział o tym wcześniej, z niejasnych powodów zatrzymał to dla siebie). Wkrótce potem została służącą w domu Austrii, zachowując się już zdecydowanie bardziej kobieco. Zresztą, wygląda bardzo atrakcyjnie: ma długie, falujące, brązowe włosy, w które wsuwa różowy, bądź pomarańczowy, kwiat (reprezentujący jezioro Balaton) i duże, zielone oczy. Jej kształty też nie są wcale męskie!
Węgry czule opiekuje się dziećmi w domu Austrii, czyli Włochami i Świętkiem, uważając ich zachowanie za przesłodkie. Ona także pierwsza (i jedyna?) zauważyła, że Feliciano jest chłopcem. W swoim „pracodawcy” szybko się zakochała, a nawet jakiś czas potem wyszła za niego za mąż. I chociaż aktualnie są w separacji, widać, że łączy ich głębokie uczucie, ponieważ spędzają ze sobą wszelkie święta i wolny czas. Jak uwielbia Austrię, tak nie znosi Prus, czemu trudno się dziwić, chociaż można powiedzieć, że łączyło ich kiedyś pewne braterstwo broni. Braterstwo czy nie, Prusak i tak ZAWSZE zasłuży na cios patelnią, głównie za dokuczanie Roderichowi bądź też przejęcie jego… Terenów. Tak samo zresztą, jak Francja, bezczelnie dobierający się do jej męża. Chociaż lubi Feliciano, jeden jedyny raz i ten zasłużył sobie na groźby patelnią (kiedy Austria poświęcił mu trochę zbyt dużo uwagi) – widocznie Elżbieta jest bardzo zazdrosną małżonką. Swego czasu była nękana przez Turcję. Wiemy także, że nie znosi się z Rumunią, chociaż ta postać nigdy się w serii nie pojawiła. Za to ma najlepszego przyjaciela, czyli Polskę, aczkolwiek szczegóły ich przyjaźni są nie do końca wiadome. Może chodzi o najnowsze badania, według których Węgrzy to najbliżsi krewni Polaków?
Najczęściej możemy ją ujrzeć w stroju pokojówki – zielonej sukience z bufiastymi rękawami, na której nosi biały fartuszek. Na głowie ma chustę, a pod szyją czerwoną tasiemkę zawiązaną w kokardkę. Innym popularnym ubiorem Węgierki jest zielony mundur z pasującym do niego berecikiem, do którego zakłada brązowe buty z cholewami i rękawiczki. Jej imię to w wolnym przekładzie „Elżbieta” i pochodzi najprawdopodobniej od Elżbiety Bawarskiej, księżniczki Bawarii, królowej węgierskiej i cesarzowej Austrii.
Węgry początkowo miała być chłopcem, w dodatku crossdresserem, jednak autor zmienił zamysł w ostatnim momencie (a przebierankami zajął się Feliks). Jej męski odpowiednik bardzo przypomina z wyglądu Litwę (zresztą to właśnie szkicu „męskiego Węgry” autor użył do stworzenia Litwy).

Ciekawostka - 30.06 - 03.07 w Krakowie będzie konwent Krakon. Cosplayuję się na Węgry, to dam fotki XD

Tagi: Węgry
20:59, karaqvx
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 maja 2011
Trochę Więcej O Aliantach

Skoro omówiłam już wszystkie postaci, to napiszę trochę o aliantach jako o grupie. I oczywiście wsadzę kilka zdjęć ^3^ Ore-sama

Alianci – nazwa krajów walczących przeciwko państwom Osi podczas II Wojny Światowej. W trakcie wojny dla aliantów stosowano także określenie "Narody Zjednoczone". Zwrot ten po wojnie został użyty dla nazwania międzynarodowej organizacji - ONZ, stawiającej sobie za cel zapewnienie pokoju i bezpieczeństwa na świecie.

niedziela, 08 maja 2011
Ostatni z Aliantów

Rosja
Ivan Braginski

Postrach narodów, oaza wódki i zło w czystej postaci, czyli Rosja. Wysoki, dobrze zbudowany (…grube kości) mężczyzna o krągłej, uśmiechniętej, dziecinnej buzi ze sporym nosem. Ma krótkie blond włosy o popielatym odcieniu i fioletowe oczy. Sieje postrach, gdziekolwiek się pojawi i nawet obciążone klątwą krzesło Busbyego nie daje mu rady – Rosja jest straszniejszy. A nie wygląda na pierwszy rzut oka. Ten uśmiech, słodki głos, naiwne spojrzenie… Jak dziecko. Tylko, że dzieci nie są milutkie, a okrutne. Jak coś idzie nie po myśli Ivana, atmosfera staje się iście mroczna, a jego głos nie jest już taki uroczy i słychać w nim mroczne ‘kol kol kol’ (kołchoz). Nie zdaje sobie sprawy z własnego okrucieństwa ani poważnych problemów psychicznych, a jego serce czasem wyskakuje mu z klatki piersiowej. Dlatego większość krajów boi się Rosji, a on nie rozumie dlaczego. Przecież chce tylko, by stali się wraz z nim jedną, szczęśliwą rodziną. Jednością z Rosją.
Ivan miał ciężkie dzieciństwo, pod panowaniem tatarskim nie było lekko, a i warunki na jego terenach nie były sprzyjające. Jednak stopniowo zaczął budować swoje imperium, kosztem sąsiadów, i powoli „zapełniał” puste miejsce w swoim domu. Można powiedzieć, że cierpi na notoryczny brak towarzystwa. Tak więc, pomimo całego swojego okrucieństwa i aury mroku, jaką roztacza, Rosja śni piękne sny o życiu w ciepłym i pogodnym miejscu, w otoczeniu słoneczników…
Kiedy był jeszcze młody i słaby, towarzyszyły mu dwie ukochane siostry: Ukraina i Białoruś, z którymi został potem rozdzielony. To od Ukrainy dostał szalik, który zawsze ma na sobie (Ivan nawet twierdzi, że jest on nierozerwalną częścią jego osoby), aczkolwiek współcześnie jego relacje z Ukrainą są dyskusyjne. Niewątpliwie bardzo się kochają, ale dług za gaz i szefowie starszej siostry bardzo utrudniają kontakty między nimi. Co innego Białoruś. Ta najwyraźniej postanowiła się za brata wydać, a Ivan przyznaje, że Natalia to jedyna osoba, z którą NIE chce być jednością. I której się boi. Nic w tym dziwnego, bo jego młodsza siostrzyczka ma czasem takie zagrania, że twórcy japońskich horrorów chętnie by ją zatrudnili. Po prawdzie, Braginski uważa obie siostry za dość dziwne i unika rozmów na ich temat. Zawsze bardzo go to przygnębia.
Do naczelnych przeciwników Rosji należy Polska, jedyna osoba, która Ivana się wcale nie boi. Nie wiadomo, jak zamierzchłych czasów sięga ich konflikt (to Feliks odebrał Rosji siostrzyczki), ale Rosja ma nadal traumę po tym, jak Polska zdobył Moskwę w 1610. Potem przyszły rozbiory, następnie wojny napoleońskie, później rosyjska okupacja, dalej wojna bolszewicka, a potem II wojna światowa – Rosja i Polska walczyli ze sobą zawsze zacięcie. Wygląda na to, że Feliks szczególnie nie może darować Rosji odebrania mu Litwy. Zresztą, Ivan „uwielbia” Litwę... Męczyć. I nie przegapi żadnej okazji, by się trochę na Torisie wyżyć… Z drugiej strony, to jemu zwierzył się ze swoich snów, a więc w pewien sposób jest do niego przywiązany. Ale może w tym negatywnym znaczeniu. Zresztą, tak samo okrutnie pogrywa sobie z Łotwą i Estonią, którzy to razem z Litwą stanowią główny obiekt zabaw Rosji.
Nienajlepiej dogaduje się też z USA, chociaż ich złośliwe gry przedstawił tylko jeden pasek. W innym pasku widać szczególne zgrzyty między nim a Anglią. Często jest też wspominana wojna rosyjsko-japońska, w trakcie której Japonia stwierdził, że prędzej popełni seppuku, niż będzie współpracował z Rosją.
Za to osobą, z którą niejako się dogaduje - czy raczej: obserwuje - są Chiny. Jak to mówię, komuniści to jedna, wielka rodzina… Ivan często szpieguje Yao w stroju pandy, a on nie jest tym faktem zachwycony.
Imię Ivan jest bardzo popularne w Rosji, a pochodzi najprawdopodobniej od Ivana IV Groźnego, bądź Ivana III Srogiego, zwanego też Wielkim. Nazwisko „Braginski” jest kontrowersyjne, ze względu na typową dla polskiej szlachty końcówkę –ski. Nawet przypuszczenia, że nazwisko Rosji kończy się na –sky nie mają sensu, gdyż tak kończą się tylko nazwiska niektórych Rosjan mieszkających na stałe w krajach anglosaskich (np. Igora Sikorsky'ego).
Rosja nosi długi, beżowy płaszcz, brązowe spodnie i rękawiczki, oraz biały szalik. Na jego piersi często widać też bliżej nieokreślony order. Ubiór ten wzorowany jest na mundurach Armii Czerwonej.

Sorry, że tak mało, ale nie jestem fanką tego gościa 

 



 

Tagi: alianci Rosja
16:24, karaqvx
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 maja 2011
Kraj zachodzącego słońca

Dziwny tytuł? Tak Japonia nazwał swojego brata kiedy się spotkali. Tym bratem jest mający 4000 lat Chiny. Ore-sama ^3^

Chiny
Wang Yao

Wielki Nieśmiertelny, czyli jedyna postać, której wiek został podany chyba zbyt dosłownie, a mianowicie: cztery tysiące lat. Nieźle, jak na tak młodo wyglądającego chłopczyka. Chiny jest kimś w rodzaju starszego brata dla innych państw azjatyckich, jednakże najwyraźniej nie cieszy się ich szacunkiem. Japonia, choć był niejako jego wychowankiem, traktuje go bardzo oschle, natomiast Korea ma dziwną obsesję na punkcie jego klatki piersiowej. Yao zdaje się lubować w pozycji zwierzchnika, ponieważ nie przestaje próbować odgrywać „tego najważniejszego”. Często popada w lekką depresję, wspominając swoje relacje z Japonią, a raczej, swoje byłe relacje z Japonią, ponieważ wojna bardzo jego braciszka zmieniła. Do Hong Kongu ma dość opiekuńcze podejście, jednakże chyba nie wziął pod uwagę, że ten był wychowywany przez Anglię, Zboczeńca Europy.
Jest uzdolniony plastycznie, w każdym razie według innych aliantów. Korea i Japonia wcale tak nie uważają, a Kiku nie może znieść jego podróbek postaci z anime, jak, przykładowo, imitacji Hello Kitty… Zresztą, facet w kostiumie Hello Kitty (ale z przerażającym uśmiechem) często Chinom towarzyszy. Wielką miłością Chińczyka jest jego własne jedzenie, które jest ważniejsze niż jakiekolwiek działania wojenne. Co więcej, jego Chinatown można znaleźć w każdej części świata. Nawet na bezludnej wyspie.
Ma długie, czarne włosy związane w kitkę i ciemnobrązowe oczy. Jego delikatna aparycja skłania do myśli, że Chiny tak naprawdę jest płci żeńskiej… Co sam autor dał „pod rozwagę” umieszczając Chiny w kategorii „nieokreślony”. Wiadomo także, że Chiny ma długą bliznę na plecach, pamiątkę po ataku Japonii, a także tatuaż z misiem panda, chociaż inne źródła podają, że to nie tatuaż, a znamię.
Yao nosi chiński, ciemnozielony mundur z długą koszulą, związaną paskiem. Na ramieniu ma czerwoną przepaskę z gwiazdą. Nosi także niskie buty, zamiast tego ma opasane łydki. „Wang” to nazwisko oznaczające Króla, natomiast imię, Yao, jest bardzo popularne w Chinach i znaczy „mocne światło”.
W pierwszych szkicach Chiny wygląda na starszego, ma krótkie włosy i nosi okulary.


 

A oto Chiny w przepisowym umundurowaniu.

 

 

 

 

piątek, 06 maja 2011
Kraj zakochanych

Pisze Ore-sama. Czas na kolejny post o aliantach. Tym razem kraj sąsiadujący z Niemcami i Hiszpanią. Największy wróg Anglii. Proszę Państwa, oto...

Francja
Francis Bonnefoy

Naczelny zboczeniec serii, pełniący też rolę „starszego brata” i trafnego komentatora wydarzeń. Kiedyś był wojownikiem, który trząsł narodami, ale te szczęśliwe lata skończyły się wraz z przegraną Napoleona. Poza tym okresem nie ma się za bardzo czym pochwalić, chociaż udaje, że jest inaczej i historia to pasmo jego wspaniałych zwycięstw… Inne kraje wolą tego nie kwestionować, bo jeszcze skończą bez ubrania.
Wbrew wszystkiemu, Francis jest bardzo trzeźwo myślącą osobą i czasem też zdaje się, że najbardziej zrównoważoną i współczującą. To on najczęściej nawiązuje przyjazną rozmowę z Rosją czy wstawia się za Włochami, jak prawdziwy, kochający starszy brat (bez skojarzeń… Znaczy… Hm, nieważne). Można powiedzieć, że Francja jest zawsze pierwszy do pomocy, chociaż nie zawsze z czystych, bezinteresownych pobudek…
Francis ma 175 cm wzrostu, falujące blond włosy średniej długości, niewielki zarost na twarzy oraz błękitne oczy. Często pojawia się w otoczeniu czerwonych róż… Ponieważ Francis nazywa siebie samego „starszym bratem” w relacjach z niemalże połową bohaterów, trudno określić, czy z kimś jest istotnie spokrewniony. Przypuszcza się, że Feliciano i Lovino są jego braciszkami – i chociaż Romano ma napady paniki, jak go widzi (dziwicie się?), to Veneziano ma z nim całkiem przyjacielski kontakt, nawet podczas wojny. Chyba, że poruszy temat swoich obrazów, będących w posiadaniu Francji – wtedy Francis wyciąga broń. Mimo to, ma do niego niesamowitą słabość.
Bezsprzecznie, najlepszym przyjacielem Francji jest Hiszpania – trzymają się razem od dzieciństwa, nieważne, jakie polityczne bariery ich dzielą. Antonio przychodzi do niego po porady (i nie widzi, jak Francis go molestuje…) i często przesiadują gdzieś razem, obserwując zabawy innych państw. Posiada całą hodowlę ptaszków, które wszystkie noszą imię Pierrot (lub Pierre - do końca tego nie wiadomo). Pierrot nr 1 służy do komunikacji z Hiszpanią. Ach, i jeszcze warto wspomnieć, że przyjaźń przyjaźnią, ale Francis i tak chce podkraść kumplowi Lovino na własność. Oczywiście, dwóch kumpli to przyjaźń, trzech to rozpiździel. Kiedy do tego duetu dołącza Prusy, powstaje przymierze, zwane Bad Friends Trio, Bad Touch Trio (i wiele innych wersji). Stali ramię w ramię podczas wojny o sukcesję austriacką i często są pokazywani razem, chociaż Prusak, jak to on, zazwyczaj wyładowuje swoje pokłady złośliwości na Francji. Jednakże, nic tak nie zbliża jak wspólny wróg, a mianowicie: Austria. Francis „od zawsze” był z Austrią w niezbyt przyjacielskich stosunkach i nie szczędził okazji, by mu podokuczać. Mimo to, jest to relacja cokolwiek niedopowiedziana – Francja często śledzi Rodericha, robi mu zdjęcia z ukrycia i najwyraźniej podziwia zdolności muzyczne. Raz też udało mu się Austrię porządnie zmolestować – za co oberwał patelnią.
Jednak najdawniejszym „towarzyszem” Francji jest Anglia. Na każdym polu. W każdej potyczce. Czują wewnętrzny przymus walki ze sobą, nawet będąc po tej samej stronie konfliktu. Jest też między nimi szczególna nić sympatii i przywiązania. Zwłaszcza, gdy mają wspólnego przeciwnika, ale nie zdarza się to często, bo z reguły wybierają po prostu inna stronę niż „ukochany wróg”. Francis nie nauczył się nawet angielskiego, bo po co (w końcu francuski to najpiękniejszy język na świecie!), ale w codziennych kontaktach będzie będzie prosił Anglię o pomoc przy każdej głupocie - natomiast Arthur o przysłanie kucharzy, zanim publicznie nazwie go tępakiem.

Imię „Francis” oznacza po prostu „Francuza” i posiada też inny zapis, „François”. Jego nazwisko, „Bonnefoy”, to „dobra wiara”.
Francja nosi najbardziej krzykliwy mundur ze wszystkich bohaterów: ma niebieski płaszcz z narzutką, jaskrawe, czerwone spodnie i wysokie brązowe buty. Tylko w jednym odcinku nosił inny mundur, ponieważ w swoim zwykłym był łatwym celem dla rakiet…

To jedno ze zdjęć Bad Trio, jak będzie czas, to wsadzę ich więcej XD

Tak wygląda PRAWDZIWY mundur francuski ^3^

czwartek, 05 maja 2011
UK

Następna będzie osoba, która zajmuje trzecie miejsce w moim trzyosobowym rankingu ulubionych postaci. Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii I Północnej Irlandii XD

Ore-sama ^3^

Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (popularnie zwany Anglią)
Arthur Kirkland

Pirat, gentleman i niedzielny czarodziej, najbardziej znienawidzony braciszek na świecie. W dodatku utalentowany (inaczej?) szpieg. Najlepiej w towarzystwie całej masy niewidzialnych przyjaciół, takich, jak skrzaty, gobliny, wróżki, i jakieś zielone, latające COŚ. Proszę państwa – Anglia.
Szczupły, młody mężczyzna o jasnoblond włosach (które są wyraźnym dowodem, że Arthur musi być fanem punka), uderzająco zielonych oczach i brwiach, wołających o pomoc kosmetyczki. Naprawdę, te brwi mógłby sprezentować jeszcze co najmniej dwóm osobom. Jest to cecha rodzinna, gdyż jego krewni (Szkocja, Walia, Irlandia) i niektóre kolonie (Australia, Hong-Kong, Hutt River) także są obdarzone tym cudem natury.

Arthur był niegdyś wojującym na morzach piratem, który swoje siły wykorzystywał głównie przeciwko Hiszpanii, ale po jakimś czasie „wyszedł na ludzi” i stał się typowym, angielskim gentlemanem o bardzo eleganckim sposobie wysławiania się… Dopóki ktoś go nie wyprowadzi z równowagi, bo wtedy rzuca naprawdę niewybredną wiązanką. Poza tym haftuje i przygotowuje wyborną herbatę… I jest to jedyna rzecz, jaką potrafi przyrządzić wyśmienicie, ponieważ jego popisowe dania zostały wpisane na Światową Listę Trucizn, o czym przekonał się dotkliwie Prusy (szczęśliwie odratowany).
Już od dzieciństwa ma ciągłe zatargi z Francją: bili się o wszystko, dosłownie, od zarania dziejów po dziś dzień. Są czasem przebłyski współpracy między nimi, ale do tego trzeba co najmniej wojny światowej. Albo groźby zagłady, kiedy to Francis jest gotów zmusić swojego ukochanego wroga do małżeństwa. W innych sytuacjach wyznają zasadę „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”, przez co trochę namącili w historii Europy. Właściwie, Arthur ma problemy z dogadaniem się z kimkolwiek, ponieważ jego charakter „tsundere” nie zezwala na żadne przyjacielskie kontakty… Z istotami realnymi. Ze stworzeniami ze świata baśni i legend dogaduje się świetnie. Nawet z tymi z innych krajów, jak na przykład japońskimi. Zresztą, Japonia jest jedną z niewielu osób z którymi Anglia miał całkiem sensowny i uprzejmy kontakt.
Arthur ma dość sporą rodzinkę, w tym trzech „formalnych” braci: Szkocję, Walię i Irlandię, z którymi bardzo słabo się dogaduje. Ma też malutkiego braciszka Sealandię, ale stara się go ignorować, póki może, a wtedy jest nadzieja, że szczeniak mu nie wejdzie na głowę. Ze swoimi braćmi-koloniami radzi sobie lepiej, chociaż USA szybko zbuntował się przeciw matkowaniu Anglii. Lepiej mu poszło z Kanadą (ten przynajmniej nie wyrzucał jego herbaty do oceanu…), natomiast Hong Kong (niezupełnie brat i nie kolonia) zdaje się Anglii nie znosić. Nieznane są jego relacje z Australią i Nową Zelandią.
Arthur oryginalnie reprezentuje rejon Anglii (która jest częścią Wielkiej Brytanii, która jest częścią Zjednoczonego Królestwa) jednakże historia jasno pokazuje, że to ekspansja tego rejonu doprowadziła do powstania Królestwa, tak więc Arthur reprezentuje całe Zjednoczone Królestwo, chociaż Szkocja, Walia i Irlandia (nie wiadomo, czy istnieje podział na Północną i Południową) mają swoje własne samorządy.
Arthur nosi zielony mundur, wysokie, brązowe buty, zieloną koszulę i ciemnozielony krawat. Nazwisko ‘Kirkland’ oznacza w staroangielskim „ziemia kościelna”. Imię ‘Arthur’ odziedziczył prawdopodobnie po Królu Arturze lub Sir Arthurze Conan Doylu, znanym nie tylko z powieści o Sherlocku Holmesie, ale również swojego upodobania do świata nadnaturalnego.


A tu Anglia w obecnym mundurze... chyba

 

środa, 04 maja 2011
Alianci!

Tak jak obiecałam, zaczynam temat Aliantów. Najpierw omówię poszczególne postaci, a potem całą grupę. Na początek - Ameryka

Ore-sama ^3^

Stany Zjednoczone Ameryki (zwany USA lub po prostu Ameryką)
Alfred F. Jones

Najbardziej znany wychowanek Anglii. Bohater w każdym calu, Ostatnia Nadzieja Ludzkości i Wabik Na Kosmitów. Jeśli masz jakiekolwiek problemy, rozwiąże je od razu. Po swojemu. Co niekoniecznie zgadza się z twoimi planami, ale ważne, by to on okazał się bohaterem. A ponieważ ci z założenia są samotni, nie dziwi się, że mało kto go lubi…
Alfred jest wysokim, dobrze zbudowanym młodzieńcem o niewinnej, uśmiechniętej twarzy dziecka i z taką też osobowością. Ma duże, błękitne oczy i blond włosy (o nieco ciemniejszym odcieniu) z odstającą „antenką” reprezentującą wyspę Nantucket; natomiast okulary, które od pewnego czasu nosi, reprezentują Teksas. Bardzo często pojawia się z olbrzymim hamburgerem i colą w dłoniach, przemawiając pomiędzy przeżuwaniem jednego, a przełykaniem drugiego, przez co trudno go zrozumieć.
USA jest głośny, roześmiany i optymistyczny. Nie przyjmuje sprzeciwów. Odbiera je jako coś w rodzaju zamachu stanu. Jego hobby to sport, gry i produkcja filmów, chociaż w pasku z Japonią powiedział, że „szkicowanie, archeologia i przygody”. Wydaje się być otwarty na nowe doświadczenia. W każdym razie sport to chyba jego przeznaczenie, ponieważ Al obdarzony jest siłą godną Supermana i to już od dziecka.
Jako nowo odkryty kraj, był malutkim, przesłodkim berbeciem, który z zaciekawieniem przyglądał się państwom (w swej spersonifikowanej formie) przybywającym do Ameryki. Natknął się na Finlandię ze Szwecją (Fin obawiał się, że małego znajdzie Holandia…), a potem także na Francję i Anglię. Rozpoznany jako „kraj”, stał się przedmiotem „przetargu na brata”, a spór wygrał Anglia, od tamtej pory jego oficjalny mentor. Przez jakiś czas było im ze sobą dobrze, jednakże razem z dorastaniem Alfreda pojawiły się zgrzyty, jak również pragnienie niepodległości, którą w końcu sobie wywalczył, zrywając przyjazne kontakty z Anglią. Mimo ciągłych sporów – trwających nadal – jest między nimi pewna szczególna więź, którą można śmiało nazwać braterskim przywiązaniem. USA stara się nie rozpamiętywać przeszłości, zawartej w wielu pamiątkach po Arturze, a samo Zjednoczone Królestwo, chociaż wyzywa swego braciszka od debili, czasem przyrządza mu ciastka. Nie wiemy, czy Alfred je zjada - ale ponieważ żyje, to pewnie nie. Z drugiej strony, USA wychował się na kuchni angielskiej (nawet określił ją raz jako „pyszną”, choć w innym pasku nie był zachwycony z potraw brata…) przez co odziedziczył pewien… Gust. Przyrządzone przez niego potrawy są czasem niebieskie i świecą się, ale jemu to zupełnie nie przeszkadza.
Do rodziny naszego Bohatera (przez duże B) należy także Kanada. Nie wiadomo dokładnie, czy chłopcy są bliźniętami, jednakże wszystko na to wskazuje – mają dokładnie takie same twarze, przez co są notorycznie myleni. Pomimo tak uderzającego podobieństwa fizycznego, mają kompletnie różne osobowości. Chociaż Alfred zdaje się przeważnie zauważać Kanadę (nie zawsze wie, kim on jest) i brać jego słowa pod uwagę, tak naprawdę olewa go, przebąkując tylko coś w rodzaju „tak, aha, jasne”.
Wygląda na to, że najbliższym (i jedynym?) przyjacielem Ameryki jest Japonia, pomimo dzielących ich różnic. Często odwiedzają się lub zapraszają na przeróżne wydarzenia kulturalne i święta, czy też po prostu na wypad do sklepu po nowe gry. To z Kiku Alfred ogląda fascynujące go filmy o duchach (których wręcz niezwykle się boi), i właśnie Japonia próbował przedstawić mu coś naprawdę strasznego, dając mu serię japońskich gier z gatunku survial-horror. Alfred uznał je za bardzo zabawne i nadal ogląda pseudonaukowe filmy o duchach, chowając się za poduszką. Nie ma za to problemów z kosmitami – z jednym, o imieniu Tony, nawet się przyjaźni. Mimo tej niezwykłej znajomości, nie jest w stanie zobaczyć wróżek Anglii.
Przez jakiś czas mieszkał z nim Litwa, w charakterze pomocy domowej, ale Alfred ma fatalną pamięć do tak małych i nieznaczących państw. Jak do wszystkich, które leżą poza Ameryką. Tak naprawdę, to mapa świata, według niego, przedstawia tylko Amerykę. Pozostałe kraje zdążyły się już do tego przyzwyczaić.
Alfred nosi beżowy mundur z brązową kurtką lotniczą z numerem „50” na plecach, oznaczającą 50 stanów USA. Pod mundurem ma biała koszulę i czarny krawat.
Jest wiele ciekawych nawiązań co do jego imienia i nazwiska. Alfred F. prawdopodobnie nawiązuje do Alfreda E. Naumana oraz Johnna F. Kennedy'ego. Jest też możliwe powiązanie ze statkiem USS Alfred, który jako pierwszy pływał po wodach pod amerykańską flagą (a raczej jej szczególną, nie przyjętą jako oficjalna wersją), zaprojektowana przez Johna Paula Jonesa. Inni szukają też powiązania z Indianą Jonesem.


Ameryka w mundurze

poniedziałek, 02 maja 2011
3 Maja

Z powodu jutrzejszego Święta, czyli moich urodzin (dla osób z poza rodziny - 3 maja), wklejam patriotycznego posta dzisiaj. A oto "totalnie, generalnie, zajebiaszcza, tak jakby POLSKA"

Polska
Feliks Łukasiewicz
Nasza osobista duma (?!) i chwała (?!). Odradzający się niczym feniks z popiołów, granica między Wschodem i Zachodem! A przy okazji jeden z najbardziej niezrozumianych przez resztę świata krajów. Dosłownie, bo i język ma trudny (zagraniczny fandom bardzo długo rozpracowywał jego imię i nazwisko), i jego zachowanie jest dla większości tajemnicą. Ma porywy nieśmiałości i w takich momentach chowa się za czyimiś plecami, a innym razem wpada komuś w słowo i zaczyna pleść bez sensu. Co oznacza, z sensem dla siebie, nie dla innych. Jednakże trudno zaprzeczyć, że jak już kogoś pozna, to staje się oddanym przyjacielem, na śmierć i życie, zawsze i wszędzie chętnym do pomocy… Co najczęściej pakuje go w tarapaty, bo Feliks słynie z tego, że najpierw robi, potem myśli. Ale i tak przeważnie tylko o sobie – jeden z większych egoistów serii, o bardzo beztroskim charakterze.
Feliks, za swoich złotych lat, był niepokonanym mocarstwem Europy, rozbudowującym swoje imperium siłą bądź układami, a do tego tak silnym i odważnym, że większość krajów obawiała się wejść z nim w konflikt. W pewnym momencie, razem z Litwą, kontrolował Księstwo Moskiewskie (przyszłego Rosję), Białoruś, Ukrainę, Łotwę, Estonię i Prusy. Niestety, jego olewczy stosunek do polityki miał fatalne skutki i nadeszły złe czasy, po których Feliks już nigdy nie odbudował swojej potęgi, ale za to zasłużył na miano feniksa odradzającego się z popiołów – kraju, który nie wiadomo ile razy niszczony, zawsze powróci. Wieloletnim towarzyszem Polski jest, oczywiście, Litwa. Ta dwójka na początku raczej za sobą nie przepadała, ale w końcu zawarła unię, która trwając wiekami, zbudowała prawdziwą europejską potęgę. Rozumieją się bez słów i najwyraźniej potrafią ze sobą wytrzymać, chociażby się paliło i waliło. Tutaj należy powiedzieć, że to właśnie Toris jest zdolny znosić wybryki Feliksa, który z prawdziwą beztroską zachowuje się bardziej jak nieznośne dziecko, niż poważny kraj. (Krew nie woda, Rosja też tak ma). I chociaż egoistyczny Polska często Litwę denerwował – chyba najlepiej czują się we własnym towarzystwie. A jeśli Torisa uznać najlepszym przyjacielem Polski, to jego najlepszą przyjaciółką jest Węgry. Nie za wiele ich relacji było pokazanych w mandze/anime, jednakże wiadomo, że ta dwójka jest ze sobą blisko. Natomiast nieco dalszym (odległościowo) przyjacielem Feliksa jest Włochy Północne. Wojna, nie wojna, kogo to obchodzi, dwa Felki trzymają się razem.
Każdy ma jakichś wrogów, Feliks również. Jednym z nich jest Rosja. Trudno, by się dogadywali… Co jednakże jest warte zaznaczenia, to fakt, że Feliks nie boi się Iwana, od początków wspólnej historii po dziś dzień. Może to kwestia pewnego podobieństwa ich osobowości? Jakby tego nie rozpatrywać, mamy tu konflikt Słowian o dominację w swoim własnym gronie. Na początku górą był Polska, jednakże w pewnym momencie to zaczęło się zmieniać i oto Rosja z uśmiechem sadysty wziął się do likwidacji Polski. A podczas II wojny światowej zrobił sobie u niego domek letni… W te relacje jest „wliczony” konflikt o Litwę, którego każdy z zainteresowanych chce mieć dla siebie. Natomiast drugim „wrogiem nr 1” jest Prusy, czyli swoiste dwa w jednym, bo z bonusem w postaci Niemiec. Tak jak Ludwig to koszmar minionego września, czyli II wojny światowej, ale na co dzień najwyraźniej nic do siebie nie mają, tak Gilbert to swoisty wrzód na tyłku. Nierozważnie przyjmując do siebie Prusaka, gdy ten opuścił Rumunię (będącą pod panowaniem Węgier), wyhodował sobie żmiję na własnej piersi. Chociaż początkowo mieli wspólne zainteresowania (hej ho, hej ho, na Bałtów by się szło!), imperialistyczny charakter Zakonu Krzyżackiego szybko dał o sobie znać i tak zaczął się ciąg konfliktów polsko-krzyżackich, polsko-pruskich i polsko-niemieckich. Niejako Gilbert stał się powodem zawarcia unii polsko-litewskiej i już miało dojść do jego rozwiązania, kiedy znowu bardzo nieprzyszłościowo patrzący Feliks dał mu drugą szansę, mianując go krajem (i swoim lennikiem). Zwady nadal istniały, po latach lennik przerósł pana, a nawet go rozebrał, a widząc, że ofiara nadal żyje, w XX wieku wraz z młodszym braciszkiem wzięli się za unicestwianie Polski raz jeszcze. I znowu się nie udało. I co najgorsze, rozwydrzony Feliks zgarnął znaczną część jego ziem!
Imię Feliks jest dziś raczej mało popularne, chociaż przeżywało swoje złote dni na początku XX wieku. Nazwisko Łukasiewicz pochodzi najprawdopodobniej od Ignacego Łukasiewicza, twórcy przemysłu naftowego, lub Jana Łukasiewicza, matematyka i filozofa.
Feliks jest ukazywany w zielonym mundurze z rodzajem zielonej mantylki – przeważnie do pasa, chociaż zdarza się wersja z płaszczem do ziemi. 

 

No... To tyle. Pamiętajcie, w następnym poście zaczynamy Aliantów *3*

By Ore-sama

Tagi: Polska
20:56, karaqvx
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 maja 2011
Uzupełnienie

Słuchaj karaqvx... Pierwsza seria ma 52 odcinki. Druga 48, ale niedawno powstał odcinek specjalny o krajach nordyckich, czyli mamy 49. Oprócz tego jest jeszcze kinówka "Paint It White". I MÓWI SIĘ ZAGILBISTY!!!! NIE ZAGIELBISTY!!! ZAGILBISTY = ZACZEPISTY + GILBERT (BEILSCHMIDT). To tyle.

"Lekko" podminowana Ore-sama ^3^ 

17:19, karaqvx
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5